końcówka budowy – jutro przeprowadzka

Przerwa w odchudzaniu :/

Chcąc nie chcąc przerwa w odchudzaniu jest. W sobotę zaczęło się od pączka.. Początkowo odmówiłam, ale przeprowadzka zrobiła swoje. Uległam i to był impuls do dalszych porażek na które dobrowolnie się godziłam. W niedzielę zrobiliśmy pizzę, ale nie zjadłam dużo. Wczoraj starałam się, żeby było w miare spokojnie. Rano zjadłam tylko białą bułkę, potem na obiadek rosołek, ziemniaczki i filety duszone bez panierki. Na wieczór czułam się jakbym cały dzień żarła, że tak powiem… A wszystko przez okropne wzdęcia.

Póki mieszkamy u teściowej tak będzie. Brakuje mi ćwiczeń i mojego roweru. Na razie nie myślę o diecie, ale też nie mogę rzucać się na jedzenie. Tyle już osiągnęłam. Wiem jedno, gdy pójdziemy na swoje mieszkanka wezmę się za siebie, za nas. Będzie zdrowo i dietetycznie. Teraz mam ograniczone możliwości.

Duszno mi, głośno mi i ….śpiąco mi!

Dzisiejszy wpis poświęcę w głównej mierze mojemu narzekaniu. A co? Wolno mi. Taka już jestem. Mój Łukaszek wrócił z pracy pod wieczór i tylko czekałam, aż zaproponuje spacer. I się na szczęście doczekałam. Ledwo minęliśmy próg budynku a ja zaczęłam nawijać. Musiałam to z siebie wyrzucić. Mój Łukaszek wysłuchał początkowo cierpliwie, ale z czasem już musiałam zmienić temat.. Żeby go nie zdenerwować i żeby atmosfera była dobra. Z facetami tak to już jest. Trzeba wyczuć moment kiedy przestać. Remont to był strzał w dziesiątkę. Zawsze nam się dobrze gadało o planach i naszych wizjach.

Ale wróćmy do tego mojego narzekania. Tyczy się chrapania lokatorów, sauny w domu, telewizora który gra od rana do nocy, nie raz prawie na cały regurator. Śpimy w malutkim pokoju, a ja nie umiem spać jak coś mnie rozprasza. Chrapała teściowa, mój Łuki, a w nocy wrócił z pracy partner teściowej i przyłączył się do koncertu. Do tego wszystkiego gorąc i mały K między nami czyli ciasnota. Jak tu nie narzekać. W ciągu dnia liczyłam na małą drzemkę, była nawet szansa, bo synek i babcia zasnęli ale telewizor został włączony, a pilot był okupowany przez babcię. Poleżałam, porozmyślałam i czekałam na Łukiego. Dobrze, że wyszliśmy na ten spacer, bo odetchnęłam od hałasu i tej parówki. To był dopiero pierwszy dzień, a jak ja przetrwam kolejne … To ja nie wiem.

***

Zobacz także: Ulica Rybacka| Pomnik Jezusa | Wiadukt Siemianice | beton architektoniczny | Ulica Jagodowa | Park pod Brzozami | |Kolorowe Przedszkole | | Autobusy

***

Zabawa rozpoczęta.. Czyli kolejny ciężki i pracowity dzień.

Nikt nie powiedział, że będzie lekko i łatwo.. A zwłaszcza przy remoncie naszego nowego gniazdka. I zamiast iść jak to przystało na wzorowych Katolików do Kościoła, my wybraliśmy się na mieszkanie robić powoli remont. To słowo „powoli” pasuje tu bardzo, ale to bardzo idealnie. Dziś pomalowaliśmy ściany (nie wszystkie) i sufit w pokoju, zdarliśmy wykładzinę i wynieśliśmy stare meble po poprzednich lokatorach. Wspomnę jeszcze, że poprzedni lokatorzy mieszkali tam 5 lat temu, wiec i pracy i kurzu, brudu jest sporo! Ale to nas nie zabije to nas wzmocni.. Że tak powiem. Kolor w pokoju będzie fiolet i jasny fiolet. Meble są ciemny brąz, teraz tylko muszę się zastanowić jaki kolor wykładziny. Kasa na pewno nie pozwoli wybierać nie wiadomo co.

Ten cały remont pozwala mi nie myśleć.. Już brakuje mi mamy i Misi. A jak sobie pomyślę co mama przeżywa to aż serce mi wali i w brzuchu ściska. Dzwoniła dziś, słyszałam w głosie jej nerwy, ciężko mi 🙁 tak jak jej. Liczę na czas, że uleczy rany…

Jedziemy!

I nastał ten dzień, dzień przeprowadzki. Trudny dzień. Dla mnie, dla D i dla mamy. Mały K nie mógł się doczekać, ciągle dopytywał ” jedziemy już?” i mówił, że już tu nie mieszka, że jedzie do babci Żani. Tak samo mój Łukaszke tryska humorem. A ja… Ja do ostatniej chwili myślałam, że pożegnanie nie będzie takie ciężkie! A było i to cholernie ciężkie. Jak zobaczyłam łzy..i łzy stanęły w moich oczach! Okropne złe przykre złe smutne straszne okropne ..uczucie! Tak mi przykro…. Tak mi źle! Moja D przepraszam, że Cie opuszczam 🙁 moja mamo – kocham Cie najmocniej na wiecie! Zrobie wszystko żebyśmy znowu były razem !!!

Do celu zostało ok 140 km 🙁

Jajecznicowe pożegnanie.

Na pożegnanie zaserwowałam jajecznicę z pomidorem, cebulą i serem. Smacznie 🙂 jak ja już miałam ochotę na jajecznicę !! Była u mnie mama, pomagała mi w pakowaniu. A potem przyszła też D i trochę gadałyśmy. Jutro tez mają przyjść.. będzie na pewno smutno, nie cierpię pożegnań!

Dziś już było smutno.. w przedszkolu, aż łzy stanęły mi w oczach 🙁 rano.. gdy poinformowałam, że mały K ostatni dzień jest w przedszkolu. Reakcja była miła i dlatego zrobiło mi się przykro. Jestem bardzo sentymentalna. Zaskoczenie było jak przyszłam po K popołudniu. Panie się postarały i zrobiły dla K laurkę i dostaliśmy także zdjęcie grupy „tęczowe nutki”, co prawda zdjęte z tablicy ogłoszeniowej (każda grupa ma swoją tablicę) ale liczy się gest 🙂 znowu było miło i smutno za razem.

A teraz większość spraw pozamykana i jutro można zaczynać nowy rozdział.. trzymajcie kciuki! Przyznam tak po cichutku, żeby nie zapeszyć, że coraz mniej czuję strach a coraz więcej wierzę.