Wolontariat

Wolontariat się opłaca. Prawdą jest, że wolontariat się opłaca, jakkolwiek absurdalnie może zabrzmieć to krótkie stwierdzenie. Ale jak to? Jak może opłacać się praca wolontariacka, którą wykonuje się za darmo? Do tego trzeba jeszcze dotrzeć we wskazane miejsce i wrócić do domu po skończonej pracy. To prawda, wolontariat jest za darmo i trzeba dojeżdżać, ale wbrew pozorom wolontariat daje o wiele więcej niż nam się może wydawać.

Po pierwsze, satysfakcja i wdzięczność ludzi, którym się pomaga. Daje to niesamowitą ilość endorfin, gdy widzi się uśmiech drugiego człowieka, otrzymuje się liścik z podziękowaniem czy w jakiś inny sposób widzi się, że pomoc przynosi efekty. Już samo to sprawia, że wielu ludzi chce być wolontariuszami.

Znacznie bardziej wymierną korzyścią jest możliwość zdobycia doświadczenia zawodowego i cennych umiejętności. Różnorodność form wolontariatu oraz potrzeb organizacji pozarządowych jest tak duża, że nauczyć się można bardzo wielu umiejętności, które będą przydatne w pracy. Odporność na stres, umiejętność negocjacji czy kierowania niewielkim zespołem są uniwersalne i mogą przydać się w każdej branży, ale też w codziennym życiu. Bardziej specjalistyczne umiejętności, jak choćby tworzenie stron internetowych, może być użyteczne w pracy w IT, a wolontariat może stanowić swoistą wprawkę i dodatek do portfolio. Wykonywane obowiązki oraz sukcesy w ramach wolontariatu mogą zostać opisane w opinii, którą na prośbę wolontariusza wydaje organizacja, w której się posługuje.

Inną istotną kwestią jest możliwość spotkania z innymi ludźmi. Człowiek jest istotą społeczną ze swej natury, więc już sama rozmowa czy pożartowanie z drugą osobą jest mu potrzebna. Ale nie ogranicza się to tylko do tego. Jako że w organizacjach pozarządowych spotykają się bardzo różne osoby, istnieje możliwość nawiązania użytecznych kontaktów zawodowych. Dzięki nim może być łatwiej zdobyć bądź zmienić pracę lub uzyskać możliwość wzięcia udziału w szkoleniu, które w innej sytuacji mogłoby być nieosiągalne dla wolontariusza.

Co więcej, niejednokrotnie organizacje pozarządowe dbają o rozwój swoich wolontariuszy. Organizują one szkolenia dla nich, między innymi współpracując w ramach Rad Organizacji Młodzieżowych, lub przekazują informacje o dostępnych dla wolontariuszy szkoleń, które bardzo często są bezpłatne lub odpłatne w niewielkim stopniu.

Organizowane są również różnorodne konkursy na wolontariusza roku. Zdobycie wyróżnienia w jednym z nich może wiązać się z otrzymaniem dyplomu oraz nagrody rzeczowej. To zwykle drobiazgi, ale wartość nagród zależy od hojności sponsora. Na przykład, w 2016 roku laureaci konkursu Ośmiu Wspaniałych wyjechali na dziesięciodniową wycieczką na Sardynię. Dodatkowo wycieczka miała full wypas dodatki : All Inclusive, OC turystyczne, assistance i wiele innych pierdółek, które w znaczącym stopniu podniosły komfort samej wycieczki. Nie byłam, ale słyszałam 🙂 Dodatkowo często nagrodą są też mniej spektakularne wycieczki jak nad jezioro, morze, czy Mazury.

****

Zobacz także: Ulica Rybacka| Pomnik Jezusa | Wiadukt Siemianice | | Ulica Jagodowa | Park pod Brzozami | |Kolorowe Przedszkole | | Autobusy

***

Od razu informuję: nie  promuję żadnych zachowań związanych z byciem na siłę wolontariuszem – to nie o to chodzi!!! , nie pytajcie więcej! Nie lubię przymuszać nikogo do działań społecznych – robię to sama i już… Koniec!

 

I wreszcie, wolontariat zmienia człowieka. Pozwala spotkać ludzi, którzy w swym życiu przeszli naprawdę wiele trudnych sytuacji. Uwrażliwia na problemy innych ludzi. Pomaga dostrzec w bezdomnym człowieka, który potrzebuje pomocy, a nie tylko śmierdzącą kupę łachmanów. Ułatwia przewartościowanie życia i dostrzeżenie istotnych spraw, a także przemianę samego siebie. A bezinteresowna pomoc drugiemu człowiekowi może przynieść wymierne korzyści własnej psychice. Pomaga podnieść się z padołu niekorzystnej interpretacji własnych potrzeb, jaźni i samopoczucia. Tak wiele, za tak niewiele.

Jak widać, wolontariat naprawdę się opłaca, choć nie otrzymuje się za niego wynagrodzenia w formie pieniędzy. Oczywiście, nie należy sprowadzać wolontariatu tylko do odnoszonych przez wolontariusza korzyści. To przede wszystkim posługa wobec osób potrzebujących (choć są też inne obszary wolontariatu), ale posługa, które opłaca się również posługującym.

 

Po prostu czas zacząć mądrze pomagać.

Wczasy

Zastanawianie się nad tym, gdzie na urlop, w jakiś sposób wybrać się na odpoczynek tanio oraz bezpiecznie, co robić, aby wolnych dwóch tygodni nie marnować na wakacje w obskurnym hotelu, gdzie nie ma ani ciepłej wody, ani możliwości spokojnego snu czy pewnego pozostawienia swoich rzeczy spędza wielu ludziom sen z powiek. Sytuacja jest trudniejsza, jeżeli wakacje chcemy spędzić z dzieckiem.

Wczasy z dzieckiem to dla bardzo wielu rodziców ogromne wyzwanie. Ci rodzice, którzy decydują się na wypoczynek zagraniczny, najczęściej przez rodzinę oraz przyjaciół uznawani są za ludzi niespełna rozumu, ryzykantów bądź lekkomyślnych rodziców. Całość działań pozostaje pomimo wszystko kwestią dobrej organizacji, odwagi oraz dojrzałości. W gruncie rzeczy, wiele ludzi wybiera się na wakacje poza granicami – nawet na egzotycznych wyspach – z małymi dziećmi. Rodzice – ci trochę mniej odważni – myślący nad tym, gdzie na wakacje z dzieckiem, z pewnością powinni wybrać dogodne miejsce w naszym kraju.

Fajne wakacje z dziećmi nie muszą oznaczać nudy, ciągłego stresu o dzieci i ciągłego zmęczenia rodziców, którzy nie nie są w stanie opanować swoich ukochanych dzieciaków. Aktywne wakacje z dziećmi dla ludzi, których nie zadowala wylegiwanie się na plaży lub tylko patrzenie z pozycji półleżącej na basen mogą być fantastycznym rozwiązaniem. Warto wspólne przeżywanie wyjazdu traktować jak edukację, ogromną lekcję, z której rewelacyjne doświadczenia i informacje wyniosą nie tylko dzieci, ale i starsi członkowie rodziny.

Wypoczynek z dzieckiem może być dużą szansą na zbliżenie, poznawanie swoich upodobań, naukę następnych umiejętności. Z jednej strony, zabierając najmłodszych na wyjazd zimą, mamy sposobność nauczyć je jazdy na nartach, snowboardzie, zachęcić pieszymi spacerami, razem poznawać piękno kolejno przemierzanych miejsc. Wakacje nad morzem to z kolei świetny czas na wspólną zabawę, naukę pływania, oraz być może także żeglowanie.

Urlop, wakacje lub wyjazd są powiązane – co nie dziwi – z wypoczynkiem. Nie zawsze jednakże musi on być biernym wypoczynkiem. O wiele bardziej satysfakcjonujące stać się mogą fajne wakacje z dziećmi, podczas których zainspirujecie najmłodszych, pokażecie im niepowtarzalne zakątki kraju, wyuczycie czegoś nowego, nakreślicie historie o zwiedzanych miejscach.

Urlop z dzieckiem nie musi wiązać się z przerażeniem oraz nastawieniem na ogromne zmęczenie, skupienie uwagi na pociesze, nadzorowanie jej najdrobniejszego ruchu. Odpowiedzialnie zaplanowany czas wolny w towarzystwie naszej pociechy albo pociech może być fantastyczną okazją na budowanie silnej więzi , a także spotęgowaniem rodzicielskiego autorytetu.

Co więcej, dobrze jest sporo wcześniej porozglądać się za hotelami lub też biurami, które oferują wakacje dla rodzin z dziećmi – nastawione na aktywność bądź skupione na zwiedzaniu i odpoczynku. Wybranie konkretnej, odpowiadającej wszystkim członkom rodziny oferty na pewno nie będzie skutkowało niezbyt dużym zadowoleniem ze wspólnie spędzanych wakacji.

***

Zobacz także: Ulica Rybacka| Pomnik Jezusa | Wiadukt Siemianice | | Ulica Jagodowa | Park pod Brzozami | |Kolorowe Przedszkole | | Autobusy

***

Ku zdziwieniu całej rodziny może się okazać, że wypoczynek rodziców z najmłodszymi i dzieci z rodzicami będzie dużo bardziej owocny i zapadający w pamięć.

Zgodnie z planem

Dzień 23

Wczorajszy dzień był pełen optymizmu i wysiłku fizycznego i mimo małych spięć w domu wykonałam swój plan. Zaczęłam 40 minut siłownia pod chmurką- tylko te stojące stacje, bo było mokro, a ja głupia nie wzięłam chusteczek. Następnie 80 minut jeździłam na rowerze. Zrobiłam około 18 km. Nie mam urządzenia do mierzenia, ale z mojej trasy 12 km zrobiłam dłuższą tak właśnie o około 5-6. Minął mnie „PAN KOLARZ”, a potem w drodze powrotnej również i bardzo ładnie się uśmiechnął. Spotkałam również tamtą panią, o której wspominałam tydzień temu. Znowu ćwiczyła. Jest niesamowita.

Posiłki
Śniadanie: Jajecznica z szynką+ 2 kromki ciemnego pieczywa+ kawa z mlekiem
II śniadanie: Odrobinka tej piersi z kurczaka z poprzedniego dnia z warzywami i makaronem
Obiad: Barszcz biały z ziemniakami i jajkiem
Kolacja: Nektarynka

Dzień 22

Przez 4 godziny latałam po całym mieście jak oszalała- tyle spraw do załatwienia no i spalonych kalorii też było co niemiara. wieczorem zaczęłam Skalpela, ale wytrzymałam 25 minut plus 5 minut biegu w miejscu. Wczoraj straciłam motywację. Do głowy zapukała myśl: Jeszcze tyle kilogramów przed tobą, to bez sensu, nie uda ci się. I z takim nastawieniem poszłam spać. Pomyślałam. Ok jeżeli stanę na wadze i będzie więcej to koniec odchudzania, a jeżeli mniej to lecę dalej. Waga pokazała 76,7 kg. Byłam w szoku- bardzo pozytywnym szoku. Teraz czas na codzienną dawkę ćwiczeń.

Posiłki
Śniadanie: 2 kanapki (ciemne pieczywo) z pasztetem, jajkiem i rzodkiewką+ jajko luzem+ kawa z mlekiem bez cukru
II śniadanie: Nektarynka+ banan
Obiad: Pokrojona pierś z kurczaka w przyprawach z brokułami, pomidorami, papryką, czosnkiem i cebulką z makaronem (ale bardzo mało)
Kolacja: Shake bananowy

***

Zobacz także: Ulica Rybacka| Pomnik Jezusa | Wiadukt Siemianice | | Ulica Jagodowa | Park pod Brzozami | |Kolorowe Przedszkole | | Autobusy

***

Ktoś napisał, żebym powiedziała coś o sobie, jak ćwiczę. To może zacznijmy tak. Ćwiczę to co lubię, prawie codziennie rower+ siłownia na dworze, zumba, aerobiki, Chodakowska, dużo chodzenia- mało siedzenia, skakanka- zależy na co przyjdzie ochota.
A coś o sobie. W tym roku zaczynam studia na kierunku chemii. Bardzo się tym stresuję, ponieważ sama wkraczam w dorosły świat. Jestem wielką pasjonatką siatkówki (szczególnie męskiej) i zbzikowana na punkcie muzyki chóralnej- sama się w takie coś angażuję. To by było chyba na tyle.

Spełniajcie nadal swoje marzenia. Z każdym dniem jesteśmy bliżej celu. Jesteśmy niepokonane- mimo upadków. Trudno- zdarzają się. Przegranie bitwy nie oznacza przegrania wojny.

Bilans tygodnia

Kto by pomyślał- od 3 tygodni się odchudzam. Nie pamiętam kiedy tyle wytrzymałam tak nałożonego rygoru. W tym tygodniu bez wpadek w postaci słodyczy- jedyne szaleństwo batonik musli. Oczywiście zrobiłam dzisiaj pomiary i nie dobiłam do celu, ale myślę, że to przez okres- ruchu miałam bardzo dużo więc co innego pozostaje.

Jest/Było/Start
Waga: 77,2/77,8/80,4
Brzuch: 91/94/103
Udo: 61/62/66
Talia: 81/84/90

Wszystkiego jest mniej, więc idę w dobrą stronę. Jeżeli wytrwam ten tydzień to będzie już miesiąc. Tego to się na pewno nie spodziewałam. Motywacja- jest! Do startu, gotowi, start! 🙂

Dzień 19, 20 i 21

Dzień 19
Totalna męczarnia. Umierałam z bólu. Ćwiczeń zero. Jadłam na siłę i walczyłam, żeby nie zwrócić. Chyba pierwszy raz tak miałam.
Śniadanie: 2 jajka na twardo + 2 kanapki z ciemnym pieczywem i serkiem czosnkowym+ kawa
Obiad: 2 jajka sadzone w papryce+ 2 kromki ciemnego chleba
Kolacja: 50g orzechów laskowych

Dzień 20
Zalatana od 6 rano do 19 wieczorem. Ćwiczeń brak.
Śniadanie: Jajecznica z szynką+ 2 kromki ciemnego pieczywa+kawa
Obiad: Talerz bigosu+ 2 kromki jasnego chleba
Kolacja: shake bananowy+ brzoskwinia

Dzień 21
Z aktywności fizycznej to przeszłam 20 km.
Śniadanie: 2 jajka na twardo z majonezem+ 2 kromki ciemnego pieczywa z serkiem czosnkowym+ kawa
II śniadanie: kabanos+ pół kanapki z serkiem czosnkowym+ jabłko
III śniadanie albo może lunch : jabłko+ nektarynka
Obiad: odrobina ziemniaków, kotlet schabowy, góra brokuł
Kolacja: Shake bananowy+ nektarynka

W czasie okresu stanęłam na wadze. Ależ to był błąd. Nie róbcie tego, bo można się załamać. (800g więcej). Jutro kolejne ważenie i mierzenie- mam nadzieję, że będzie lepiej.

 

****

Dzień 18

To kiedyś musiało nastąpić. Nawiedziła mnie kobieca przypadłość, ale mimo wszystko zaliczyłam pół godzinki siłowni na dworze i godzinkę 15 minut roweru. Wiedziałam, że dzisiaj na taki komfort sobie nie pozwolę. Piątek i sobota będą dniami bez ćwiczeń. Dzisiaj obudził mnie tak ogromny ból, że jestem już na lekach od rana. Oczywiście chciało mi się słodyczy ale zjadłam batonika musli (94 kcal).

Posiłki:
Śniadanie: 2 kromki chleba ciemnego ze słonecznikiem z serkiem czosnkowym i pomidorem+ 2 jajka z majonezem+ kawa
Obiad: Talerz zupy burakowej
Kolacja: Shake bananowy+ batonik musli

Więcej nie jadłam, bo jakoś zalatana niestety byłam. Ale nie rzuciłam się na słodycze. A teraz lecę do łóżka, bo lepiej nie ryzykować.

 

Słoneczny weekend

 

Plaża, słońce i my …

***

Zobacz także: Ulica Rybacka| Pomnik Jezusa | Wiadukt Siemianice | | Ulica Jagodowa | Park pod Brzozami | |Kolorowe Przedszkole | | Autobusy

***

 

Słoneczny weekend…

Taka ładna pogoda a moje dwa bubalki sobie śpią. Jednego to rozumiem, bo synek śpi jeszcze dwa razy dziennie, ale mąż.. chociaż po całym tyg pracy to mu się też chyba należy. A pogoda wprost idealna nad wodę i trochę grillowania. I plan na grillowanie był dziś, ale nic z tego nie wyszło, bo samemu to się nie chce. Może wybierzemy się gdzieś wieczorem.. może.. ale znowu sami.

A tak z innej beczki, to ostatnio wzięło mnie na sentymenty i przemyślenia nad dorastaniem mojego synka. On tak szybko rośnie. Jeszcze kilkanaście dni temu tylko raczkował i czasem odwżył się na samodzielne kroczki, a teraz to już prawie biega.. z rączkami w górze 🙂 Na samym początku to tak mnie duma rozpierała, jak zaczynał chodzić a teraz już się wszyscy przyzwyczailiśmy. Konradek jest kochanym dzieckiem, choć pokazuje też swoje humorki. Za niedługo będą mu szyły koleje ząbki i tego się obawiam – bardzo! Ostanie ząbki jakie mu wyszły to przechodził nie bardzo spokojnie, a teraz podobną będą szły te co najbardziej bolą 🙁 biedny, będzie się męczył i będzie pewnie bardzo marudny.

Dziś zrobiłam racuszki z jabłkami, i przy tym się pokłóciłam z mężem, bo chciałam zrobić i dać dziecku, a on poleciał i zrobił mu mleko.. a ja tak chce nauczyć go normalnie jeść – bo za parę dni będzie miał roczek. Nie powinno być tak, że młody je 3-4 butelki (w dzień i w nocy) a czasem nawet 5! Rano jedna, do snu 2 i ewentualnie w nocy.. choć w nocy też właśnie jest problem, bo budzi się kilka razy i raz czy dwa dostaje butelkę.. a to już duży chłopiec jakby nie patrzeć.

Dobra kończę już bo się rozpisałam.. buźki żabki.

Działa

Mój laptop działa. U naprawy był spory czas i szczerze nie miałam nadziei, że będzie działał.. a tu proszę. Miłe zaskoczenie. Bez laptopa było ciężko ale miałam więcej czasu na sprzątanie, zabawy z małym i czytanie książki. Ciągle szukałam sobie zajęć. Teraz będę tu zaglądać codziennie.

Powiem wam, że moja dieta trwała 5 dni.. do czasu wesela. I powiem wam jeszcze, że szło mi świetnie. Ale przerwa w sobotę i niedzielę zrobiła swoje. Nie umiałam w poniedziałek znowu podjąć walki, tzn próbowałam ale poległam. I teraz znowu będę czekać na odpowiedni moment. Co jest ze mną nie tak? Czemu po prostu nie mogę zebrać się w kupę i działać??

Ostatnio rozmawiałam z mężem o tej przeprowadzce i wpadł też taki pomysł, by mąż pojechał za granicę na 2-3 miesiące. I praktycznie jest już postanowione, że gdy skończy się sezon w jego pracy to się przeprowadzimy. Mąż pracuje u kamieniarza i wiadomo, że w okresie zimowym jest mniejsze zapotrzebowanie na nagrobki. Tylko mama znowu zaczęła gadać swoje, np „nie będzie ci tam dobrze”, „tu też możesz znaleźć znajomych, musisz tylko wychodzić do ludzi” i takie podobne. Ja jedynie mam opory przed mieszkaniem znowu z ojcem i bratem w dwupokojowym mieszkaniu. A do tego mój brat nie chce oddać nam małego pokoju i przenieść się do pokoju taty. Ale może nie będzie tak źle.

Pozdrowienia żabki. Później do was zajrzę. Pa.

I po..

No i po weselu i po ślubie, wokół którego było ostatnio małe zamieszanie.. ale szczerze to nie zdążyłam się dobrze wybawić.. synek nam po pierwsze nie dał, a jak już do odwieźliśmy do opiekunki to mój mąż nie miał za bardzo ochoty na tany.. Nie było źle. Trochę takie rozrywki, bez dziecka nam było potrzebne. Wczoraj też byliśmy na poprawinach, ale nie dawaliśmy już Konradka do opiekunki i cały czas trzeba było z nim siedzieć.

A tak całkiem z innej beczki to coś mi się nie układa z mężem. Jest tak jakbyśmy byli całkiem z innych światów. Ciągle tylko sprzeczki kłótnie i ciche dni, obrażanie. Może ja wymagam za wiele, może ja przesadzam i mam nerwy.. ale chciała bym też by on mi pomagał. A może tak to już jest z facetami??


nowa..

No wreszcie jestem i mogę dodać kolejną notkę. U mnie po staremu, z mamą dobrze się układa.. tylko mąż poszedł już do pracy i ja znowu z małym całe dnie siedzę sama. Ale dam radę – wytrzymam!!

Teraz wszystko kręci się wokół ślubu córki faceta mamy.. o ktorym już wspominałam. Wczoraj zrobiłąm sobie farbę, i jestem bardzo zadowolona z efektów. Szkoda tylko, że idę do fryzjera, którego nie lubię. Byłam tam robić włosy (prostować) na mój ślub cywilny i babka powiedziała mi, że ja przecież mam włosy proste to po co prostuje.. porażka. Chyba ja lepiej wiem jak wygladam w włosach wyprostowanych. Ale prostowała mi, tylko prostując pryskała lakierem, a pryska sie chyba takim specjalnym do prostowania..

U mnie tak do końca nie po staremu.. bo przecież od 3 dni jestem na diecie! Szok. Na razie dobrze mi idzie. Trzymam się 5 posiłków, zrobiłam sobie nawet menu na cały tydzień. Oczywiście z możliwością wyboru. Trzymajcie kciuki !!!

A tak na sam koniec powiem wam jeszcze: Dobrze, że założyłam tego bloga. Mogę na was liczyć. Wspieracie mnie, dziekuję za wasze rady i wasze myśli.

Herbatkowo

O synku.

Ostatnio trochę marudzi, a nawet trochę bardzo. Doprowadza mnie to do szału. Nie to, że muszę mu poświęcić więcej czasu, ale to, że płacze gdy się mu czegoś nie da lub coś zabierze. Młody już powoli zaczyna co nieco rozumieć.. np ciągnie mnie za rękę do drzwi. Wie, że tam się idzie na zewnątrz. Czasem jak je np lizaka lub paluszki to dzieli się z rodzicami i sprawia mu to radość. Mój kochany 🙂
Problem teraz mam, bo Konradek ma niedobre syropy i krople do nosa. Strasznie nie lubi brać tych leków. Dlatego trochę się z nim namęczę przy dawaniu mu choćby tych syropów. Biedny mój synek. A katar wcale nie mija.

Nie pisałam wam o tym, jak na urodzinowej imprezce Konradka zrobiliśmy taki test, kim będzie w przyszłości, jaką drogą pójdzie. Do wyboru był kieliszek, pieniążek i różaniec – wiadomo co oznaczają te przedmioty. Pewnie jesteście ciekawi co wziął. Zdecydowanym ruchem wziął kieliszek. Następnie pieniążek i praktycznie zaraz zainteresował go też różaniec. Ale wiadomo, że liczy się pierwszy wybór. Co to będzie.. hehe.

***

Zobacz także: Ulica Rybacka| Pomnik Jezusa | Wiadukt Siemianice | | Ulica Jagodowa | Park pod Brzozami | |Kolorowe Przedszkole | | Autobusy

***

Już niedługo… jeszcze jakieś 19, może 20 dni i doczekam się. Można powiedzieć, że odliczanie zaczęło się na dobre. Za niedługo będę mogła odwiedzić ulubione miejsca, będę mogła zabrać Konradka na spacer i pokazać mu gdzie się wychowywałam. I tak mnie cieszy, że tych spacerów będzie więcej.Moje miasto jest nawet duże, więc będzie gdzie iść. Już nie mogę się doczekać.

Herbatkowo

Jeżeli już weszliśmy na temat herbat to muszę się wam przyznać, że ja pracowałam właśnie w takim sklepiku z herbatką i kawą. Prawie rok, bo zwolniłam się jak jechałam za granicę. Teraz trochę żałuję bo pracowało mi się fajnie, tylko nie zarabiałam dużo bo miałam tylko umowę zlecenie. Ale było spoko. Na herbatach więc trochę się znam. I czasem jak widzę, że ludzie słodzą zieloną herbatę to mnie aż skręca. Ale wiem, że niektórzy nie wypiją gorzkiej herbaty.. choć gdyby umieli dobrze zaparzyć nie była by ona taka gorzka.

Ja strasznie lubię herbatę czarną korzenną (cynamon, goździk, anyż) -bardzo rozgrzewa i jest dobra na zimę. Dobra jest tez czerwona pu-erh wiśnia i rum (na odchudzanie). Zielona Yellow river (z płatkami róży i chyba słonecznika).
O herbatach mogła bym pisać i pisać..

Po urodzinkach Konradka dobrze. Jedzenie znikło w mgnieniu oka. Dzieci się bawiły grzecznie, na koniec tylko Konrad już bardzo marudził. Był śpiący bo mało spał w ciągu dnia.
Przygoda dopiero była po imprezie, bo mały przebudził się i strasznie płakał. Tak było kilka razy, ale wreszcie usnął dobrze i spał do rana. Nie obudził się nawet na jedzenie. Ja wiem czemu tak płakał, nosek mu się zatkał, bo biedaczek zaraził się ode mnie i teraz smarka i kaszle. Mój szkrabek biedny : *

Zapracowany dzień.

Od razu na początku chciałam podziękować Dagusi za pomoc przy robieniu sałatek. Bez ciebie to jak bym robiła je cały dzień, bo przy Konradku się spokojnie nie da robić. Dziękuje Kochana :*
Rano przy sałatkach, później do sklepu, a popołudniu sprzątanie i pranie w rękach. Ale dałam radę – tylko ten katar mnie już meczy i nosek otarty.. i boli.
Jutro imprezka. W sumie nie mogę się już doczekać. Jeszcze nie ma rodzinki męża. Jakieś problemy na trasie. Miał już wyjechać z Warszawy… Konradek już spi, więc zobaczą go dopiero rano. A my sobie posiedzimy i zjemy kebaby. Tutaj są pyszne kebaby. Będzie mi ich brakować.
Nie mam ostaniu za bardzo czasu by do was zajrzeć, ale po weekendzie na pewno nadrobię zaległości.

Ps. Kupiłam melisę pomarańczową, ale jeszcze nie piłam. Na razie ciągle herbatka z dużą ilością cytryny i z miodem.

Nerwy przed..

To chyba nerwy przed Konrada imprezka urodzinową. Pogoda tez mnie dobija. I mąż, bo zawsze coś jest nie tak jak bym chciała. Ogólnie wszystko mnie denerwuje, nawet byle błahostka. Aż zła jestem na siebie, że tak wszystko mnie złości.
Po pierwsze od rana musiałam czekać na pana od pralki, bo już ponad 2 tyg jest zepsuta i prania nazbierała się cała góra. Przyjechał po 12 i siedział ponad godz i naprawiał. najgorsze jest to, że nie naprawił. Potem pozbierałam się i chciałam iść do mamy, ale zaczęło lać. Musieliśmy z synkiem poczekać. Ale najgorsze było u mamy, docinki o wyprowadzce, i jakieś pretensje. Czułam się niepotrzebna i tak jakbym im przeszkadzała. Więc wyszłam.
Teraz mam dość i wcale nie ciesze się na te urodziny, a powinnam bo to pierwsza imprezka mojego synka. Jestem zła mamą.. Nie mam dziś humoru, nie miałam wczoraj i nie będę go mieć jutro 🙁 A do tego chora jeszcze bardziej jestem.. z nosa się lepiej, dobrze, że chociaż gardło przechodzi.
Chyba mi trochę ulżyło jak to tu napisałam.

„Czasem po prostu chciałabym Stanąć, złapać oddech i… Wiedzieć, że wszystko tu, Wszystko możliwe jest. Pośród kłopotów, Znaleźć sens…”

wielkie nic… mieszkanie nie wypali

ostatni tydzień

Jeszcze tydzień i jeden dzień i wielka przeprowadzka. Ale ten tydzień będzie najgorszy, tyle pakowania i jeszcze tyle załatwień. Muszę iść z Konradkiem na szczepienie i do lekarza swojego po tabletki. Muszę iść się wymeldować i wyrejestrować się z urzędu pracy. A to wszystko sama, bo mąż z pracy raczej się nie zwolni, a mama ma na 11 do pracy więc tak nie bardzo by mi pomogła. Zresztą ona pewnie nawet nie będzie chciała przyłożyć ręki do mojej wyprowadzki.
Boję się tego dnia wyprowadzki, ale tylko tej chwili gdy będę się żegnała z mamą. Ja już wiem co będzie się działo. Źle mi z tym, że zabieram jej wnuka, że będzie widziała go kilka razy do roku, a nie tak jak teraz. Miała go cały czas blisko, mogła przyjść kiedy chciała, albo my przychodziliśmy. Widziała jak rośnie. Ma jeszcze wnuczkę, ale mieszka tam, gdzie ja się przeprowadzam teraz. I nie widuje jej często, a teraz nie będzie widywała często tez Konrada.

Jeszcze trochę, jeszcze kilka takich dołożeń do ognia i pęknę i wybuchnę.. powiem zostajemy. Ja już taka jestem. I nigdy już nie będę szczęśliwa. Zostanę tu i zamknę się w sobie.

Zobacz także: Ulica Rybacka| Pomnik Jezusa | Wiadukt Siemianice | | Ulica Jagodowa | Park pod Brzozami | |Kolorowe Przedszkole | |

czemu tak musi być?

Zrobiłam sobie małą przerwę od blogowania, bo jakoś nie mam ochoty i humorku na nic, a też nie wiedziałam co napisać. Pewnie dopiero za 2 tyg będę miała co pisać. Po przeprowadzce.. Za niedługo czeka mnie wielkie pakowanie. Może nie będzie tak źle.
Mąż dziś miał drobny wypadek w pracy, spadł mu kamień na kolano. Do domu wrócił wcześniej, ale leży, więc tak jak by go nie było – a Konradek dziś strasznie marudzi. Na szczęście z noga nic poważnego się nie stało.

Zmiana planów?

Zadzwonił tata i nie miał dobrych wiadomości. Niby nic, a jednak. Okazało się, że to mieszkanie, w którym mieliśmy zamieszkać, to które załatwił nam tata nagle podrożało. Bo tamta cena była taka wstępna. Trochę mnie to wyprowadziło z równowagi. Bo już się nastawiłam, już tak mi się podobał ten plan. A tu pewnie z tego wyjdzie wielkie nic. Bo 700 zł to nie 500 zł.
A do tego pokłóciłam się z Łukaszem, bo on najchętniej mieszkał by z moim tatą cała zimę, a nawet dłużej. A ja po prostu co do tego mam ogromne wątpliwości. Wiem jak będzie – czyli, że będzie nie za ciekawie. Nie będziemy mieli prywatności, nie będziemy mieli takiej swobody jak teraz. Gdybyśmy jeszcze mieli swój osobny pokój, to już coś innego. Na to mogła bym się zgodzić.
A o wynajęciu mieszkania pewnie będziemy mogli pomarzyć, bo ani ja ani Luki nie znajdziemy szybko pracy. A on mówi, że dopóki nie znajdzie ‚dobrej’ pracy to będziemy musieli zostać u taty. Porażka.. Teraz na samą myśl przykro mi.. Mogło być tak pięknie, może jeszcze będzie..

Wieczorne przemyślenia.

 

Piję już kolejną herbatkę tego wieczorku i serfuje po waszych blogach, trochę czytam i nie kiedy zostawiam ślad. Dociera do mnie, że powrót do bloga było dobrą decyzją, bo właśnie to uwielbiam.


Jak przeglądam moje archiwum dociera do mnie, że kiedyś nieźle sobie radziłam, miałam też dużo odwiedzających, to miłe. Z czasem to zanikło, a blogowanie jest takie przyjemne. Daje ulgę gdy trzeba się wyżalić albo nawet napisać o nadziejach i planach. Muszę zrobić to dla siebie i blogować, pisać, czytać, komentować, czytać i tak w kółko. Dobrze mi to zrobi i mojej pamięci, z którą mam niestety problemy. Już powoli się uzależniam.. w ogóle chyba po prostu internet uzależnia.  Uwielbiam ten stan, kiedy wstaje rano i myślę co by tu wyskrobać w notce. I na jednym wpisie się nie kończy.. oj będę męczyć! Choć na razie nie mam kogo, ale to nic. To tylko moje bezsensowne pisanie :p

Zobacz także:

7 dni

Kocham kolor nieba. Uwielbiam ciepło słońca i lekki wietrzyk..

Bardzo lubię jak promienie słońca otulają moje ciało i lekki wietrzyk, który je muska. Dziś siedziałam tak na placu zabaw, mały się bawił, a ja się delektowałam tą chwilą. W słuchawkach piosenki Lana del Ray.. i nagle piosenka sumertime sadness. Letni smutek? ..właśnie taki czuję, bo lato się kończy. Skończy się wygrzewanie ciałka na słońcu. Pogoda stanie się kapryśna, jak to przystało na jesień. Trzeba będzie zaopatrzyć się w kalosze i płaszczyk lub parasol. Nie muszę chyba mówić, że deszczu to nie lubię. Ale cóż zrobić.. okres jesienno – zimowy trzeba będzie jakoś przetrwać. Będzie ciężko. Ten okres jest dla mnie bardzo ponury wręcz depresyjny.

Na silę nie będę szukać plusów jesieni i zimy. Magia jest tylko w kolorowej pogodnej jesieni i w pierwszych płatkach śniegu. Potem jest tylko mrożnie, a jak jest pluch to już kompletna porażka.. dość! Nie ma co rozpaczać, tylko trzeba cieszyć się z tego co jeszcze jest. Lada dzień się skończy.. przyjdzie chłodek, przymrozek i długie, samotne wieczory. Teraz jest jeszcze tak pięknie i przyjemnie.

***

Zobacz także: Ulica Rybacka| Pomnik Jezusa | Wiadukt Siemianice | | Ulica Jagodowa | Park pod Brzozami | |Kolorowe Przedszkole | | Autobusy

***

7 dni – tydzień diety zna mną.

Podsumowanie zrobię w poniedziałek. Postaram się też zważyć i zrobię pomiary. Ciekawe czy coś spadło…. w głowie mam panikę. Bo tak się staram z dietą a z ćwiczeniami to już szczególnie. Codziennie co najmniej 30 min, a i spacerki są.. odprowadzam i przyprowadzam małego z przedszkola.
Wczoraj byłam na urodzinkach D i przesadziłam z winkiem. Sięgałam też po chipsy i zjadłam 3 lub 4 ciastka. Za to nie zjadłam kolacji. Wyrzuty sumienia i tak miałam i mam.. nie lobię sobie burzyć planu dnia, który teraz mam. Nie układałam sobie tego planu, sam powstał i dzięki niemu udaje mi się przeżyć dzień w zgodzie z dietą i moimi zasadami odchudzania. Nawet wody piję już więcej.
Na temat diety już tyle. Trzymajcie kciuki dalej.

z wolna sączą nam się poranki

… z wolna sączą nam się poranki…

Nowy dzień, nowy poranek.. Mały K już w przedszkolu, a ja czekam na przybycie D, obiecałam jej, że załatwię z nią coś na mieście. Dziś mi się chyba tak bardzo nie chce nic robić. Tak mam już od pewnego czasu.. przyznajmy szczerze! Nie tylko dziś. Jeszcze jak widzę szarówkę za oknem.. jednak co dzień wstaję.. mam po co mam dla kogo.

Robię śniadanie, ćwiczę, sprzątam, gotuję i piorę. Wieczory są nudnawe.. ale teraz większy wybór w tv. A jak nie to zawsze jakiś filmik mam w zanadrzu. Dziś na przykład będę piekła pasztet z cukinii.. oto mój dzisiejszy cel :p Oczywiście muszę poćwiczyć obowiązkowo, ale po wypadzie na miasto, nie wiem czy będę miała siłę. Może tylko wypróbuję ćwiczenia, które wczoraj znalazłam w necie. Muszę za to lekko ogarnąć mieszkanie i to mój cel nr 2 :p

W ogóle ostatnio bardzo słabo działa też internet. Tzn działa niby szybko, ale co jakiś czas ma jakieś takie zwiechy, jakby zanikał. A dzisiaj Internet to chyba podstawa, i nie dotyczy to tylko przeglądania stron www, ale także a może przede wszystkim społecznościówek. Jak często przeglądam Facebooka, Instagram, ale czasem wpadam na inne społecznościówki jak Tweeter. Więc, bez sieci jest co najmniej jak bez ręki…

Miłego dnia zatem! 🙂 Z uśmiechem.

***

Zobacz także: Ulica Rybacka| Pomnik Jezusa | Wiadukt Siemianice | | Ulica Jagodowa | Park pod Brzozami | |Kolorowe Przedszkole | | Autobusy

***

Dlaczego waga pokazuje więcej a nie mniej… 🙁

Postanowiłam się nie poddawać, mimo, że waga pokazuje więcej (ważyłam się w środku dnia, ale różnica jest znaczna).
Albo woda się zatrzymała, albo pokarm w moich jelitach..
Przeważnie jak szłam na dietę to wypróżnienie rano miałam porządne a teraz z tym jest tak na dwa razy.
Chciałam to też zwalić na herbatkę Pu-erh.. na razie zaprzestałam jej picia, bo może ona zatrzymuje mi wodę w organizmie, po za tym piję teraz 1,5-2l wody, a wcześniej piłam mało albo wcale.
Nie wiem co myśleć. Spokoju mi to nie daje!
ALE nie poddam się. Będę ćwiczyć dalej.
Postanowiłam na razie się nie ważyć tylko robić pomiary.

Zobaczymy co z tego wyniknie. Trzymajcie kciuki.

Przyszłość jest taka niepewna..

Wczoraj siedząc tak na słońcu pomyślałam „Tu i teraz, niech tak zostanie”, czułam się wyjątkowo. Dziś rano jednak nie mam już tak dobrego humoru. Dziś przytłaczają mnie myśli, które raz na jakiś czas dają o sobie znać.

Mieszkanie, wynajmujemy.. umowa do grudnia i nie wiadomo co dalej. Niby właścicielka jest za granicą i tez nie wiadomo czy szybko wróci. Łukasz wraca za 3 tygodnie (prawdopodobnie) i też nie wiadomo co dalej. Coś sobie załatwia w swoim mieście, a to jest 200km stąd. Ale lepiej jak ma przyjeżdżać na weekend niż raz na jakieś 2 miesiące.

A może my się tam do niego przeprowadzimy.. kiedyś. Może ja tam znajdę pracę. Może moglibyśmy się starać tam o mieszkanie.. Tylko to daje mi nadzieję, lecz są inne kwestie, które mnie powstrzymują.. Tam jest rodzina Łukasza, nie moja.. tam nie mam znajomych, a mały dopiero co zaczął chodzić do przedszkola. Tam nie wiadomo czy w środku roku się załatwi przedszkola, a poza tym taka zmiana..stres dla małego.

Czemu ja zawsze sobie wynajduje problemy i powodu do zadręczania się… chciałabym, by było łatwiej, bez stresu. Ale ja jestem problemową osobą. Nawet teraz ciężko mi znaleźć pracę. Strach przed nową pracą mnie blokuje, a może trochę liczę, że praca spadnie mi z nieba.. hahaha śmieszne! Jestem okropna, nie powinnam tak myśleć. Powinnam działać, roznosić CV, a w każdej pracy znajduję jakieś minusy. A bo to na taśmie (na produkcji), a bo to w supermarkecie, albo że tam dręczą i męczą psychicznie i fizycznie. Nie mówię, że nie ma pracy dla mnie, bo na pewno jest. Już mam taką ilość zatrudnień w cv i nie mówię, że w każdej pracy się źle czułam.

Kiedyś rozwinę ten temat, gdzie chciałabym pracować.

Kocham ten stan Cudowne sam na sam Kawa, Papierosy i ja..

Prócz tych papierosów, wszystko w opisie się zgadza. Poranki należą do mnie! Dziś mam ochotę na lenistwo, ale tylko jeżeli chodzi o ćwiczenia. Nie najlepiej się czuję, chodzę jakaś osłabiona i z mega katarem, mimo że zjadłam już opakowanie tabletek na katar. Nie mam kasy na kolejne leki… Ł przyśle kasę dopiero w poniedziałek. Tyle opłat się nazbierało, że głowa boli, ale termin jeszcze nie przekroczony.

Mimo braku kasy idę dziś do dermatologa, bo już mam dość patrzenia na siebie w lustrze oraz bólu i swędzenia. Od paru miesięcy mam na brodzie wysyp bolących i ropiejących wyprysków. Jakiś czas temu miałam na czole, a jeszcze bardzo dawny czas temu na policzkach. Śmiem więc przypuszczać, że to jakaś bakteria, albo wirus co krąży po mojej buzi. Ratuje mnie tylko wymaz i odpowiednie leczenie. Jestem ciekawa czy dostane skierowanie na ten wymaz, czy znowu zostanę zbyta z jakimś tam antybiotykiem.

Po drodze idę zapisać małego K do Logopedy. Wczoraj byliśmy na bilansie 4latka i pani doktor kolejny raz zaznaczyła, że K musi iść do Logopedy. Kiedyś może i miałam się czym martwić, ale teraz K mów dużo, nie raz może nie wyraźnie, ale jest ogromny postęp. Zresztą małe się w gabinecie wstydzi i nie bardzo chce mówić, a tak to nawija jak szalony :p Zobaczymy co Logopeda powie, na pewno zleci jakieś ćwiczenia na język. I czeka nas jeszcze wizyta u stomatologa, a z tym będzie problem.. wielki problem. Ale damy radę. Musimy.

Dziecko.

O marzeniach napiszę innym razem, bo planuję już taką notkę i już układa się w mojej głowie. Dziś chciałam troszkę napisać o właśnie jednym z moich marzeń.. Dziecko. Przyszła już na to pora.. wiedziałam to już rok temu albo nawet troszkę więcej niż rok. Mój synek ma już 4 latka, więc to już duży chłopak. I bardzo chce mieć rodzeństwo.

***

Zobacz także: Ulica Rybacka| Pomnik Jezusa | Wiadukt Siemianice | | Ulica Jagodowa | Park pod Brzozami | |Kolorowe Przedszkole | | Autobusy

***

Zostanie po raz kolejny mamą przychodzi do mnie falami, jest intensywniejsze i mniej intensywniejsze. Teraz chyba mniej.. i nawet wiem jaki jest tego powód. Moje odchudzanie i to, że nie mam obecnie pracy. Ale mój Łukasz –  kochany mąż ostatnio wspomniał o dziecku i już zapaliła mi się lampeczka. Ponieważ on nie bardzo chce mieć dziecko, choć w głębi serca wiem, że on w głębi serca bardzo chce. Pamiętam jak cieszył się na K, jakim był czułym tatusiem (do tej pory takim jest, świetnie mu wychodzi bycie ojcem, mały K jest dla niego wszystkim) widziałam w jego oczach iskierki, ten podziw i dumę. Jakby było drugie dziecko cieszyłby się tak samo. Tak więc wspomniał o dziecku, od czasu do czasu wspomina o tym, bo wie, że ja bardzo chcę mieć jeszcze dziecko (jak teraz o tym piszę to znowu fala nadpływa, intensywniejsza chęć posiadania dziecka). Powodem tego wspomnienia była przeprowadzka do jego rodzinnego miasta, tam chce zacząć od nowa, praca, mieszkanie i dziecko. Niczym to nastąpi to ja mogę być spokojna o moje odchudzanie he he 😛

Czasem jak patrze na przyszłe mamy z brzuszkami, albo na malutkie bobaski w wózkach to aż kręci się łezka w oku. To jest takie cudowne uczucie, kiedy rodzi się mała istotka, trzymasz ją w rękach i chcesz przychylić jej cały świat i ochronić ją przed całym niebezpieczeństwem świata. Ja to najchętniej nie miałabym jeszcze jednego dziecka, a co najmniej jeszcze dwoje, razem troje 🙂 Warto pomarzyć.

samotne, puste i długie wieczory…

I znowu pomarudzę. Ale taka już jestem. Muszę wytrzymać jeszcze 3 tygodnie. Mój mąż wróci i wszystko się zmieni. Ciesze się i nie cieszę. Znowu będzie chaos w moim życiu, lecz nie będzie samotności. A na twarzy na pewno będzie codziennie gościł szczery uśmiech. Ponoć za to mnie Łukaszek kocha najbardziej… Zresztą ja go też… do szaleństwa, a chyba to w życiu liczy się najbardziej… Życie 🙁

Te wieczory mnie już dobijają…

Kolejny nudny, leniwy i pozbawiony energii. Sama się sobie dziwię, że rano mam energii co nie miara. Plany wykonałam, pasztecik (link) wyszedł przepysznie, posprzątałam i wyszłam z domu dziś aż 3 razy, ale niestety D się nie zjawiła. Z tego powodu bardzo ubolewałam.. i cały dzień o niej myślę i martwiłam się. Nie wiem jak jej pomóc i mam wyrzuty sumienia, że nie jestem dobra przyjaciółką.

Odebrałam małego z przedszkola i od razu jak przyszliśmy do domu coś mnie zaniepokoiło. Już w przedszkolu pani zapytała czy K jest niejadkiem, bo mało zjadł obiadu. W domku K od razu poprosił o koc, bo mu było zimno. Pod wieczór zmierzyłam mu gorączkę. No i .. jest stan podgorączkowy. Pewnie coś złapał.. zobaczymy jak będzie rano. Albo się coś rozwinie, albo nie. Biedactwo moje.

Idę zaraz wskoczyć w piżamkę, zaparzę małemu herbatkę i do wyrka. Nudny wieczór ciąg dalszy…….