Rybacka

Ulica Rybacka jest jedną z najciekawiej położonych ulic w Siemianicach. Jest stosunkowo długą ulicą, ale nie najdłuższą na temat charakteryzuje się na pewno największym spadkiem. Leżą w starej części Siemianic, kierując się od Słupska tuż za wiaduktem po lewej stronie od ulicy słupskiej.
Ulicą Rybacką możemy dojechać do stawów. Ulica niedawno była wyremontowana praktycznie na całej swojej długości, gdzie oprócz jezdni dla samochodów posiada również chodnik dla pieszych i rowerów. Z dolnej części ul. Rybackiej są fantastyczne widoki na zachodzące słońce. Ulica jest skierowana w stronę zachodnią. Inną ciekawostką ulicy Rybackiej jest to, że jest to jedna z najbardziej krętych ulic w Siemianicach.
Jak podaje Gmina Słupsk 14 sierpnia 2019 w Urzędzie Marszałkowskim w Gdańsku podpisano umowę na dofinansowanie do inwestycji pn.: „Przebudowa drogi gminnej – ulica Rybacka w Siemianicach, Gmina Słupsk”. Inwestycja jest już w trakcie realizacji. Dofinansowanie w wysokości 2 743 591,00 zł podpisały Wójt Gminy Słupsk Barbara Dykier i Skarbnik – Małgorzata Dąbrowska. Przedsięwzięcie uzyskało dofinansowanie z Europejskiego Funduszu Rolnego na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014–2020.
Zobacz także:

Parkowa

Ulica Parkowa to jedna z trzech ulic która ma bardzo duży spadek, chociaż zdecydowanym faworytem na pewno jest ulica Rybacka która jest najbardziej stromą ulicą w Siemianicach. Od najniższego do najwyższego punktu ulicy Parkowej jest 11 metrów.

Niewątpliwą zaletą takiego układu jest to, że praktycznie nigdy nie stoi tu woda, a zawsze spływa w stronę torowiska i dalej przez pola w kierunku stawów. Dzięki temu nie ma mowy o kałużach, bajorach czy innych zastoinach wody. Dodatkowo przy takim spadku raczej nie grozi zalanie domów w przypadku bardzo obfitych, intensywnych deszczach. Ale jak to się mówi: nie ma róży bez kolców – zdecydowanie największym mankamentem takiego dużego spadku terenu jest to, że w miesiącach zimowych droga bardzo często pokryta jest błotem pośniegowym, śniegiem, a częstokroć nawet i lodem. Powoduje to duże utrudnienia przy wyjeździe. Nie pomaga nawet to że jest posypana piaskiem z solą to i tak jest ona niebezpiecznie śliska i szczególnie ciężkie pojazdy mają problem z wyjechaniem (Śmieciarka). Duże nachylenie ulicy w stronę zachodnią umożliwia praktycznie z każdego miejsca oglądanie fantastycznych zachodów słońca, a także oglądanie panoramy Słupska oraz dalej na horyzoncie farmy wiatraków. W związku z tym, że społeczeństwo nasze staje się z dnia na dzień coraz bardziej świadome ekologicznie i to nie tylko dotyczy redukcji ilości opakowań plastikowych, ale także inwestycje w kierunku generowania energii bio odnawialnej dlatego szczególnie tutaj na Pomorzu farmy wiatrowe, panele fotowoltaiczne czy solarne stają się widokiem powszechnym.

Piękno ulicy Parkowej polega również na tym, że posiada ona wiele odnóg dlatego przy poszczególnych domkach nie ma dużego natężenia ruchu. Została ona wybudowana w latach 2010-2013 i nazwana Resident Park. Blisko stąd jest zarówno do sklepów spożywczych: „U Michała”, „Alkohole”, „Biedronka” a także na pocztę, kolorowego przedszkola, czy ośrodka zdrowia. Dodatkowym atutem na pewno też jest niedaleko usytuowany bankomat.

 

Zobacz także:

Rzemieślnicza

Każdy z mieszkańców Siemianic ulicę Rzemieślniczą kojarzy przede wszystkim z lokalizacji Poczty. Jednak przy tej ulicy jest również wiele innych ciekawych obiektów. Jednym z nich jest Stadnina Koni, niedawno otwarta przychodnia salus oraz na samym końcu ulicy nieopodal kościoła zlokalizowana Fabryka Mebli. ulica składa się z dwóch części, starcza część jest bardzo wąska, wyminięcie dwóch samochodów osobowych jest trudne, a wyminięcie większego pojazdu, typu autobus, czy ciężarówka – niemożliwe.  Jednak bliskość zabudowań w tym ogrodzeń posesji uniemożliwia poszerzenie ulicy. Nowsza część ulicy jest po remoncie. Nie dość, że jest szeroka, i posiada elegancko wykonane chodniki, to również posiada nowoczesne oświetlenie. Oświetlenie ulicy wykonane jest z lamp zasilanych minielektrowniami wiatrowymi wspieranymi panelami fotowoltaicznymi. Dodatkowo żarówki ledowe sprawiają, że pobór mocy jest stosunkowo nieduży, zatem jest to w 100% ekologiczne rozwiązanie.

Na ulicy Rzemieślniczej należy uważać na progi zwalniające oraz na pieszych,  szczególnie w starszej części ulicy.

Uwaga na niebezpieczeństwo!

Ulica Rzemieślnicza ma niestety 3 bardzo niebezpieczne punkty:

  1. skrzyżowanie z ul. Miejską. Ulica Rzemieślnicza jest w tym miejscu ulicą podporządkowaną, jednak by wyjechać na ul. Miejską niezależnie w którym kierunku należy niebezpiecznie „wynurzyć się” aby mieć dobrą widoczność czy nic nie nadjeżdża od strony zachodniej (wysoki płot zasłania znaczą część drogi) dodatkowo mnogość dodatkowych elementów na które trzeba zwrócić uwagę skutecznie rozpraszają koncentrację kierowcy: przejście dla pieszych, droga rowerowa, próg zwalniający na skrzyżowaniu i wąskie skrzyżowanie.
  2. skrzyżowanie z ulicą Spacerową. Ulica Rzemieślnicza w tym miejscu przecina się z ul.Spacerową niestety skrzyżowanie to jest jednym z najniebezpieczniejszych miejsc w Siemianicach, gdyż ul. Spacerowa w tym miejscu jest pozakręcana, dodatkowo wąskie skrzyżowanie i bardzo wysoki betonowy płot przy samej drodze bardzo ogranicza widoczność. Niestety dość często dochodzi tutaj do stłuczek.
  3. Skrzyżowanie z ul. Parafialną – trudność przy wyjeździe z ul. Rzemieślniczej, ze względu na żywopłot po prawej stronie znacznie ograniczający widoczność.

nie mogę schudnąć :(

No i mija kolejny tydzień… Waga jak zaczarowana stoi, centymetr też jakoś specjalnie się nie rusza. Jedyny plus jest taki, że ja się czuje lepiej, że ćwiczy mi się łatwiej, że już nie mam zakwasów i że lepiej „wyglądam” w lustrze… Choć to pewnie tylko moje wyobrażenie siebie.

Jak pojechałam do domu to nikt nie powiedział „WOW super wyglądasz”, albo „dobrze Ci idzie”. Tak jakby nikt nie zauważył różnicy a z drugiej strony, nie było docinek, że muszę się wziąć za siebie, że jak tak dalej będę się zachowywać to będę gruba, chora i w ogóle… ale to też może dlatego, że ostatnio pokłóciłam się z mamą o to strasznie i powiedziałam, że to wcale mnie nie motywuje. Nie wiem czy ktoś coś zauważył

Wczoraj jak leżałam z chłopakiem i głaskał mnie po policzku usłyszałam najmilsze słowa w ostatnich dniach
– jak tak dalej będzie to będę Cię musiał głaskać po nosie, bo nic z Ciebie nie zostanie.
To było takie szalenie miłe Zwłaszcza, że sam zaczął zauważać [skomentował jeszcze coś, ale nie mogę przytoczyć .

Rozpisałam sobie plan treningowy i trochę go uzupełniłam Wczoraj jak go przerobiłam, to nie dość, że w końcu wszystko udało mi się zrobić to jeszcze nic mnie nie bolało! Czułam się cudownie!! Dzisiaj będę musiała trochę podkręcić tempo. Mam nadzieję, że dam radę MUSZĘ DAĆ!! W końcu siostra poprosiła mnie na światka! Muszę wyglądać super, żeby nie zepsuć jej fotografii weselnej Poza tym, już wcześniej marzyła mi się taka sukienka na jaką nigdy nie mogłam sobie pozwolić. Chcę wyglądać i czuć się pięknie. A skoro jest cel z konkretna datą to muszę to wykorzystać! Początek wakacji to jak widać za słaba motywacja, ale wesele? To zupełnie co innego. Zwłaszcza, że będę na niższym stopniu świecznika

No to co? LECĘ DALEJ!!!

P.S. Dzisiaj jak się szykowałam, i stanęłam w łazience przed lustrem, bez specjalnego napinania mięśni miałam tak płaski brzuch jak nie pamiętam kiedy! To takie cudowne uczucie było!!

ul. Rybacka | Park pod Brzozami | | | Kopalnia piasku | TBS-y | Poczta |

Znowu magiczna granica na wadze… tak jakby się zepsuły pierwsze dwie cyfry… No masakra! To takie demotywujące… Do tego rozłożyło mnie przeziębienie. Przewiało mnie w pracy, bo klima wieje mi po plecach… a w weekend impreza w domu! To jakaś porażka! Chce do domu!

Jeszcze większa porażka – moje ćwiczenia… Przedwczoraj nic! Wczoraj zmotywował mnie chłopak to zrobiłam serię brzuszków… A reszta? To jakaś porażka! Jestem zmęczona, wykończona wręcz. Chce mi się spać i nie mogę się skupić na pracy. Straciłam wenę do układania posiłków i dzisiaj rano przy śniadaniu zdałam sobie sprawę z tego, że w sumie nie mam nic „super” na obiad… Ciągle to samo!

Przed wczoraj zdałam sobie sprawę z tego ile razy i ile lat próbowałam coś ze sobą zrobić… To przerażająca liczba! 8 LAT!! W tym czasie gdybym chudła średnio 0,3kg MIESIĘCZNIE miałabym idealną sylwetkę! A tym czasem? Starałam się o siebie „dbać” przynajmniej 5 razy. I co? Zwykle kończyło się to wracaniem do „normalnego” jedzenia i powrotem wszystkiego!! Jest mi cholernie przykro, czuje się z tym mega źle i gdyby nie to, że jestem taka słaba to byłabym „idealna”… Nie… nie poddaje się. Mam tylko chwilę załamania i przemyśleń. To takie przykre podsumowanie. Mam nadzieję, że mi przejdzie.

praca

Ja jak to ja, nigdy wcześniej tylko jak zwykle wszystko na ostatnią chwilę. W ostatnim tygodniu lipca wzięłam urlop. Przyjechała mama na tydzień więc trochę pojeździłyśmy i pozałatwiałyśmy parę spraw, oczywiście obeszłyśmy prawie wszystkie galerie w poszukiwaniu sukienki na wesele dla mamy i tak jakoś zleciał tydzień.

W poniedziałek – ostatniego dnia lipca – przychodzę do pracy, ale jakoś tak czułam, że wisi coś w powietrzu. O 10:15 mój dyrektor do mnie pisze, czy mogę przyjść do niego tak koło 10:30 pogadać. To ja już ściśnięte gardło… nigdy tak nie pisał. Mówił żebym zjadła II śniadanie przed, ale przez te 15 minut siedziałam jak na minie. W ogóle nie mogłam się skupić. Poszłam – no i choć w nawet miłej atmosferze jak na okoliczności – wyszłam z wypowiedzeniem. Powiedział, że mogę wyjść teraz, albo posiedzieć do tej 16, jak wolę. Stwierdziłam, że wracam do domu z dwóch powodów. Po pierwsze to muszę zacząć szukać nowej pracy, a po wtóre starałam się zachować powagę i nie rozpłakać.

W pewnym momencie napłynęły mi łzy do oczu, ale zaczęłam mrugać i udało się stłumić. Szybko wyszłam i poszłam na autobus. Z tym całym tobołem rzeczy… Wróciłam do domu, zabrałam się za przepisywanie CV, bo przez rok dużo się zmieniło. Zalogowałam się znowu na platformę z ogłoszeniami i wysyłałam CV tam gdzie pasowałam doświadczeniem i umiejętnościami.

Niestety po miesiącu poszukiwań dalej „nikt” mnie „nie chce”… To jest straszne!! Mam 2 lata doświadczenia, a i tak twierdzą, że za mało… Nikt nie chce mi dać szansy… Uwierzyć mi, że dam radę i że się sprawdzę.

Pan Łukasz Łukaszowski zwany czasem przyjacielem zadbanej kobiety wysłał moje CV u siebie w firmie do działu interpersonalnego zwanego czasem działem kadr. Stwierdzili, że mimo że nie mają rekrutacji teraz to spotkają się ze mną. Tuż przed tym długim weekendem miałam pierwszą rozmowę. Tydzień później zaprosili mnie na drugą i mówią, że muszą się zastanowić czy w ogóle otwierać nowe stanowisko, a jak tak to czy spełniam ich wymagania. Dali sobie czas do wtorku włącznie. No i zadzwoniła wczoraj… Początek standardowy: „Dzień doby… Mieliśmy się odezwać do wtorku, a że jest 14:30 to się zmieściłam…”. I tak sobie myślę: „Powiedz, że nie przyjmujecie mnie i z głowy”. A tu nie!! Stwierdzili, że mnie zatrudnią!! To jest w ogóle… Coś niemożliwego!! Ale jest mały haczyk – od października. Teraz mam wypłatę, za okres wypowiedzenia… Ale co będzie w październiku? Wypłatę dostanę dopiero w listopadzie . Stwierdziłam, że muszę zacisnąć pasa i odłożyć z tej wypłaty ile się da… no ale na czynsz nie starczy. Chłopak powiedział, że mi pomoże, no ale… to też będę musiała oddać. I późnym wieczorem koleżanka z byłej pracy, która teraz zakłada swoją firmę zaproponowała mi czy mogłaby jej zrobić stronę firmy. Po prostu z nieba mi spadła!!

Dzisiaj Pan Łukasz Łukaszowski zwany czasem przyjacielem zadbanej kobiety wymyślił, że weźmie dodatkową pracę na pół etatu. Stwierdził, że on ma większe szanse na zarobienie kasy w miesiąc, niż ja, bo ja mam problem z tą ręką… W ogóle sytuacja teraz wygląda tak, że czekam na zabieg nacinania ścięgien… do stycznia… Szybciej się nie da, albo 1200pln. Pieniądze z nieba niestety nie lecą…

Więc tak podsumowując
Nikt mnie znowu nie chciał… Ale osobowością wygrałam życie i udało się znaleźć pracę. Na szczęście nie było już tak źle jak w zeszłym roku. Choć wtedy wiedziałam, że nie mam żadnego doświadczenia komercyjnego, jestem samoukiem, więc łatwiej było przyjąć odmowę i stwierdzenie, że mam za małe umiejętności… Teraz przez ten rok bardzo się rozwinęłam, wiele, wiele się nauczyłam… Ale dla tych wszystkich rekruterów liczy się, że nie pisałam obiektowo i skreślają mnie na wstępie. A tydzień temu się wkurzyłam i stwierdziłam: „Kurde! Przecież w innych językach pisałam obiektowo, a to prawie to samo. Więc co? Nie dam rady?! Oczywiście, że dam! I nikt już nie będzie mnie skreślać z takiego powodu!!!”. No i w jeden dzień napisałam logowanie i rejestracje użytkownika. Nie było wcale tak źle. Miałam chwilę zwątpienia, że może faktycznie mają rację, ale potem się otrząsnęłam i wróciła pewność siebie. I dopiero we wtorek dotarło do mnie: „Kurde kobieto! Minął miesiąc, a Ty dalej nie masz pracy! Tyle mogłaś zrobić i co? Nic z tego nie wyszło… Ogarnij wreszcie, że nie masz pracy!!”. Chciało mi się płakać, ale że jechałam z Panem Łukasz Łukaszowski zwany czasem przyjacielem zadbanej kobiety to nie chciałam tego po sobie pokazać i szybko się ogarnęłam. Wiem, że lada dzień odchoruje tą sytuację… Ale teraz w końcu zaczęło się układać 🙂

 

Zobacz także:

wychowanie

Jedna z moich koleżanek w czasie ostatniej naszej rozmowy stwierdziła, iż cieszy się, że ma niegrzeczne dziecko. Bo fajnie mieć łobuziaka w domu. Hmm…  Co znaczy słowo GRZECZNY? Chyba nie trzeba tłumaczyć bo myślę, że dobrze wiecie. Ja wszystkim życzę grzecznych dzieci. Dlaczego? Bo grzeczność wiąże się z wysoka kulturą osobistą i umiejętnością przestrzegania pewnych zasad. Człowiek grzeczny zna swoje miejsce, umie odnaleźć się w otaczającym go świecie, m.in z uwagi na to, iż go szanuje.

Wolę grzeczne dzieci. To, że są posłuszne, nie oznacza, że nie są kreatywne czy asertywne. Autorka tamtego bloga twierdziła np., że grzeczny nie umie odmówić. Otóż, grzeczność nie wiąże się z asertywnością. Grzeczny odmówi w sposób kulturalny. Niegrzeczny odmówi prawdopodobnie „po chamsku”. I tyle.

Wolę grzeczne dzieci. Bo wiedzą, w jaki sposób zachować się w rozmaitych sytuacjach. To, że są grzeczne nie oznacza, że są nudne czy stłamszone. Absolutnie.

I tak sobie pomyślałam, że te niegrzeczne dzieci to w dużej mierze (może nawet największej) efekt bezstresowego wychowania, które jest szalenie modne. A niech sobie dziecko krzyczy, kiedy chce (no, przecież musi otwarcie okazywać swoje emocje); niech robi, co chce (nie wolno zabijać jego indywidualności), niech mówi, kiedy chce…

Oczywiście, i pokrzyczeć czasem trzeba. Ale wszystko w pewnych granicach. Nie wtedy, kiedy nam się podoba.

Od razu zaznaczam, to, co piszę, nie dotyczy sytuacji wyjątkowych, np dziecięcych dysfunkcji czy poważniejszych chorób, które mogą powodować, nazwijmy to, łobuzowanie dziecka. Piszę o większości dzieci, nie obciążonych żadnymi „brakami”. Czy więc wychowywać należy bezstresowo? Odpowiedź wydaje się jasna jak słońce. Przynajmniej dla mnie.

Nie ma nic gorszego aniżeli bezstresowe wychowanie. Każdemu potrzebna jest przynajmniej odrobina adrenaliny, poczucia niepewności czy strachu. W rozsądnych dawkach jest to bardzo stymulujące. To tak jak rywalizacja – pobudza do działania, większego wysiłku, lepszej pracy. Oczywiście, pod warunkiem, że nie zamienia się w przysłowiowy wyścig szczurów.

Tymczasem w dzisiejszych czasach, jeżeli nawet tego tak nie nazywamy, „modne” i „trendy” jest wychowywanie dziecka właśnie bezstresowo. Nawet już nie wypada mówić o karaniu. Należy używać określenia „wyciągamy konsekwencje”, jakby słowo „kara” miało wywołać w dziecku jakąś traumę.

Coraz częściej dzieciom wolno więcej i więcej, nie stawia się im granic albo jakieś stawia, tyle że się ich nie przestrzega. W związku z tym i wymaga się mniej – w zakresie wychowania, tzw. kindersztuby, kultury osobistej itp. Zapracowani (z musu albo z chęci, jedni dążą do zdobywania pieniędzy na własne zachcianki, albo aby żyć na określonym wysokim poziomie, inni natomiast mają kredyt – często jest to kredyt hipoteczny) rodzice zaczynają tracić kontrolę nad poczynaniami własnych pociech w pogoni za pieniędzmi.

Takie wychowanie w domu w naturalny sposób przekłada się na przykład na funkcjonowanie dziecka w szkole.

Dzieci spędzają tam bardzo dużo czasu, zwłaszcza w szkołach niepublicznych. Nierzadko wracają do domów ok godziny 17, 18. Szkoła staje się dla nich drugim domem, wychowawca w pewien sposób drugim rodzicem. Oboje starają się wychowywać młodego człowieka, pomóc mu iść po „dobrej stronie mocy” . Jest to jednak proces szalenie trudny. Szkolne systemy oceniania zderzają się bowiem z domowymi systemami oceniania, które bywają tak różne, jak różni są ludzie wokół nas. Póki rodzic współpracuje ze szkołą, podtrzymuje autorytet „belfrów”, istnieje duże prawdopodobieństwo, że w przypadku jakichkolwiek kłopotów wychowawczych, damy sobie z nimi radę. Niestety, coraz częściej zdarza się, że tego współdziałania brak.

Jakiś czas temu zaszokowała mnie wypowiedź jednej z polskich gwiazd, która w telewizji śniadaniowej stanowczo stwierdziła, że cokolwiek zrobi w szkole któreś z jej dzieci, ona i tak stanie po ich stronie. Nie ma znaczenia, co i w jak dużym stopniu „nabroją”, ona będzie walczyć z nauczycielami w ich imieniu. Po to jest matką, żeby zawsze bronić swoich pociech. Jej wypowiedź szybko znalazła się w internecie i była szeroko komentowana. Wielu osobom spodobało się jej podejście (sic!). A przecież jest ono karygodne! Matka ma kochać, ale jak trzeba, odpowiednio skarcić. Przepraszam, przepraszam – wyciągnąć konsekwencje.

Dziecko, które wie, że cokolwiek zrobi, i tak rodzice go wybronią, staną po jego stronie, ma, moim zdaniem, skrzywiony obraz rzeczywistości. Mało tego, rodzice postępujący jak wspominana gwiazda, wyrządzają mu ogromną krzywdę. Pokazują, że może praktycznie wszystko, jest wolny, a za „psoty” nie spotka go nic złego. Dlaczego więc nie psocić?

Zobacz także: Ulica Miętowa | Pomnik Jana Pawła II | Wiadukt Siemianice | | Ulica Jagodowa | Park | | | Ulica Ku Słońcu

Podobnie dzieje się, gdy w domu nie stawia się granic i od czasu do czasu nie mówi dziecku: Nie, tego ci nie wolno. Są sytuacje, kiedy tak właśnie musi być. Pewnych rzeczy dzieciakom po prostu nie wolno. Nie dotykaj czegoś, co nie jest twoje. Zapytaj o pozwolenie, jeśli chcesz coś wziąć albo coś poważniejszego zrobić. Zwracaj się z szacunkiem do osób, z którymi rozmawiasz. Nie jesteś partnerem rodziców, jesteś ich dzieckiem, a więc nie podnoś na nich głosu. Jeśli ktoś prosi cię o ciszę, uszanuj to. Jeżeli umawiamy się na coś, MUSISZ dotrzymać słowa… I tak bym mogła wymieniać (prawie) w nieskończoność.

O ile łatwiej byłoby nam wszystkim – w szkole, w domu – gdybyśmy o tym pamiętali. O tym, że nikt nie funkcjonuje dobrze bez granic i poczucia, że NIE WSZYSTKO NAM WOLNO. A zasady są jednak głównie po to, żeby się do nich stosować.

kobiecość

Magda niedawno skończyła studia medyczne i staż w szpitalu. Urodziła też dziecko. Nie było planowane. Ot, klasyczna wpadka. Rodzice zaoferowali jej wsparcie i pomoc. Partner się ucieszył. Zaczęli snuć plany na przyszłość. Niestety, Magda nieco inne niż Tomek.

Ona chciała jak najszybci;ej wrócić do pracy, żeby robić wymarzoną specjalizację – ginekologię. Urlop macierzyński, jaki jej przysługiwał, uznała za długi. Tomek uważał, że Magda powinna skorzystać z całego urlopu, a specjalizację zrobić później. Dziewczyna czuła się niezrozumiana, zarzucała partnerowi, że jej nie rozumie, nie dba o jej potrzeby.

Młodzi mieszkali razem w wynajmowanym mieszkaniu. Tomek po krótkim urlopie tacierzyńskim wrócił do pracy w szpitalu. Magda zajmowała się malutkim synkiem. Kiedy tylko Tomek miał przerwę w pracy lub ją skończył, wracał szybko do domu i zajmował się dzieckiem. Magda bardzo dbała, żeby oboje, w takim samym stopniu wychowywali chłopczyka. Nawet kiedy ukochany wracał do domu późnym wieczorem, czekała na niego z kąpielą i usypianiem, bo uważała, że ojciec ma taki sam obowiązek zajmowania się dzieckiem jak matka.  Tomek zaczął być potwornie zmęczony i niewyspany, bo w nocy razem z Magdą wstawali do małego, bez względu na to, czy rano musiał  wstać do pracy, czy nie. Pewnego razu, po nieprzespanej nocy zaspał i nie stawił się na czas na ważnym zabiegu. Dostał niezłą reprymendę. Jakby nie było – zasłużenie. Co kogo w pracy obchodzą jego prywatne sprawy. Kiedy wrócił do domu, był nieźle wkurzony. Powiedział Magdzie, że dłużej tak nie może być, bo on nie daje rady pracować. Ona musi wziąć na siebie większość obowiązków związanych z dzieckiem. Magda też się zdenerwowała. Mówiła, że oboje są rodzicami, nie tylko ona.

Niedługo powrócił temat jej pracy. W jej ukochanym szpitalu nie było miejsc na specjalizację, która interesowała Magdę. Tomek stwierdził, że przecież to nie szkodzi. Może w tym czasie być tylko mamą i poczekać, aż będą miejsca. Magda wzburzona stwierdziła, że nie zamierza tylko zajmować się dzieckiem, chce pracować i już. Nie będzie czekać, poszuka pracy gdzie indziej.

To, co mnie uderzyło w tej historii, to po pierwsze podejście kobiety do równouprawnienia. A dokładniej, mamy dziecko, to teraz będziemy równiutko dzielić się obowiązkami. Ja podaję obiad, ty kąpiesz. Ja przewijam, ty usypiasz. I nie ma odstępstw, musi być równo, do cholery, bo kobieta ma takie same prawa i obowiązki jak mężczyzna.

Zobacz także:

Dla mnie to maksymalna fikcja i kretyństwo.

Jeśli kobieta jest na urlopie macierzyńskim, a mężczyzna pracuje całymi dniami, to, z całym szacunkiem, ale niech ta babka się ogarnie i przejmie większość obowiązków związanych z rodzicielstwem. Nic się jej nie stanie. O większej „równości” możemy pogadać, jak oboje rodzice pracują. I to w podobnym wymiarze. Wtedy ok, trudno, żeby kobitka brała na siebie wszystko, co związane z domem. Denerwuje mnie takie podejście do równouprawnienia, bo ono w gruncie rzeczy sprowadza się do tego, żeby dokopać facetom, żeby chyba im pokazać, że teraz to my rządzimy. Wcale nie musi być po równo. Musi być dobrze. Dla dziecka, dla jego rodziców. Teraz jest modne, żeby ojciec angażował się w wychowanie pociechy w jak największym stopniu. Ok, piękna idea. Ale nie można ślepo podążać za jakąkolwiek ideą 🙂 Angażujmy się w rodzicielstwo na miarę własnych możliwości. Jeśli tata wraca z pracy po godzinie 19 czy 20, to może niekoniecznie będzie miał siłę na kąpanie i usypianie dzieciątka? Trzeba się z tym liczyć i to uszanować. Jeśli codziennie wstaje raniutko do pracy, to może dobrze byłoby go zwolnić ze wstawania do dziecka w nocy? Skoro mama jest w domu i do pracy nie wychodzi?

Po drugie, szybki powrót do pracy. Jak trzeba, to trzeba. Ale jeśli nie, to może warto z tym dzieckiem trochę w domu posiedzieć? Urlop macierzyński trwa teraz chyba ok. 12 miesięcy? Sorry, nie jestem już w temacie 🙂 Co to jest 12 miesięcy? Nic. A z drugiej strony to najważniejszy rok w życiu dziecka. Skoro je urodziłyśmy, to może odpowiedzialnie poświęćmy mu teraz trochę czasu, co?

Oczywiście, wyobrażam sobie, zresztą nawet wiem, że są sytuacje, kiedy kobieta musi wrócić szybko do pracy (brak pieniędzy, rozmaite problemy…). Ok. Ale Magda na przykład nie musiała. Miała wsparcie, pomoc, pieniądze. A jednak postanowiła skrócić urlop. Staram się jej nie oceniać, ale to trudne, powiem Wam. Wkurzam się. Bo nie zawali się świat, jeśli zacznie specjalizację później. A dodatkowe miesiące spędzone z synkiem na pewno zaprocentują.

Coś o tym wiem, bo po urodzeniu pierwszego dziecka prędko wróciłam do pracy. Siła wyższa. Byłam z nim sama, bez alimentów. Kiedy skończył mi się urlop macierzyński (wtedy 6 miesięcy), natychmiast pojawiłam się w szkole. Po urodzeniu drugiego dziecka miałam niesamowity komfort i skorzystałam nie tylko z urlopu macierzyńskiego, ale  i wychowawczego. Mogłam sobie na to pozwolić. Owszem, ostatni-trzeci rok urlopu wychowawczego trochę już mnie nudził. Brakowało mi aktywności zawodowej. Jednak uważam, że to była dobra decyzja. Nie żałuję. Szkoda, że nie mogłam tego dać starszemu synowi. Widzę po młodszym, jak wiele stracił jego brat. Takie są fakty.

Mam nieodparte wrażenie, że kobiety teraz coraz bardziej zapędzają się w swojej wolności, w swojej równości 🙂 Jasne – szczęśliwa mama – szczęśliwe dziecię, tatarata i takie tam… Jednak bez przesady. Bez przesady. Żeby była jasność: żadna ze mnie matka-Polka. Mam swoje pasje i czas tylko dla siebie, do których moje dzieci nie mają wstępu. Uwielbiam pracę zawodową. Jestem kreatywna, energiczna i w ogóle super 🙂 Serio. Nie wiem nawet, czy nie lepszy ze mnie pracownik niż mama. Serio. Jednakowoż, jak widzicie, mam swoje przemyślenia. Trochę martwi mnie droga, którą podąża współczesna kobieta. Jakaś mało kobieca ta droga.

autobusy

Przez Siemianice przejeżdżają autobusy:

  • „2” – od szkoły do Jantara w Słupsku – autobus miejski
  • „101” – autobus podmiejski – NORD EXPRESS
  • „104” – autobus podmiejski – NORD EXPRESS
  • PKS

Jako, że prawie codziennie mam przyjemność korzystać z uroków komunikacji miejskiej mam trochę czasu by poprzyglądać się swoim współpasażerom. Poniżej moje spostrzeżenia, czym zajmują się ludzie jadący autobusem:

1. Piłują paznokcie, rozglądając się, czy nikt tego nie widzi bądź ostentacyjnie lekceważąc potępienie w oczach innych.

2. Dłubią w nosie – dyskretnie, jakby niechcący i jakby to w ogóle nie oni robili bądź odważnie, jakby to była normalna czynność wykonywana w normalnych okolicznościach.

3. Głośno kłócą się z kimś przez telefon, zapoznając współpasażerów z rozmaitymi szczegółami, niekiedy w bardzo dosadnym języku.

4. Głośno plotkują i jest to sposób nader żenujący, bo ma człowiek wrażenie, że robią to nadzwyczaj głośno, tak aby wszyscy w autobusie słyszeli jak to skutecznie oni obgadują jakąś nieobecną pseudoprzyjaciókę.

5. Robią sobie makijaż, co wymaga niezłych umiejętności, zważywszy na akrobacje, jakich potrafi dokonywać kierowca autobusu, szczególnie na rondzie przy BRW (Kaszubska/Madalińskiego)

6. Śpiewają piosenki, których właśnie słuchają (w telefonie, mp4, ipodzie i innych takich). Jedni robią to nawet cicho, innych słychać w każdym kącie pojazdu. No i jedni maja talent, a drudzy… śpiewać każdy może, jeden lepiej, drugi trochę gorzej…

7. Śpią:

– w pozycji na baczność – aż trudno uwierzyć, że da się zasnąć, siedząc wyprostowanym jak kołek;

– w pozycji zwisającej – czyli z odchyloną, dyndającą głową, przy czym głowa może dyndać na boki (zwis boczny) albo do tyłu (zwis tylny)

– po skosie – czyli opierając się o sąsiada tylko troszkę;

– na misia – czyli próbując wtulić się w sąsiada, który zazwyczaj wolałby tego uniknąć;

7. Chrapią/charczą/warczą/sapią/stękają – kiedy śpią. Odgłosy wydają zwłaszcza w pozycji zwisu tylnego;

8. Czeszą się.

9. Czytają;

10. Beznamiętnie wpatrują się w krajobraz za szybą autobusu (typowe tzw. tępe spojrzenie)

11. Próbują zagadywać kierowcę – chociaż od kiedy wprowadzono autobusy z szybą i dziurą na bilety – jest to znacznie rzadsze zjawisko, ale szególnie udaje się to tym z pkt. 13

12. Piją alkohol.

13. Już wypili alkohol i mówią sami do siebie/zagadują innych/milczą, uroczo uśmiechając się do wszystkich współpasażerów

14. Całują się – nie ze sobą oczywiście  Jedni w miarę dyskretnie, inni na pokaz.

15. Niby nic nie robią. Za to pachną. Aromat wydzielają taki, że nie muszą nic robić – robią za nich wszyscy dookoła, tzn. zmieniają dotychczasowe miejsce (czyt. uciekają od brudasa).

 

Zobacz także:

  • Pomnik Jezusa
  • Pomnik Jana Pawła II
  • ul. Słupska
  • Victoria park
  • Resident Park
  • Park pod Brzozami

Przedszkole i Żłobek – przy szkole

W marcu 2019 roku wystartował długo oczekiwany obiekt przedszkolno żłobkowy.  Jest to przedszkole przyoddziałowe z częścią żłobkową i zapleczem socjalno-bytowym. To inwestycja na którą z niecierpliwością czekali wszyscy zainteresowani, tzn. dzieci, rodzice, nauczyciele, samorząd.

W uroczystości otwarcia udział brali radni gminy Słupsk, kierownicy jednostek gminnych, pani wójt Barbara Dykier wraz z kierownictwem urzędu oraz pracownikami, rodzice, goście,media. W ramach tej inwestycji która kosztowała prawie 6 mln. 150 tys. zł, zostały wybudowane trzy oddziały przedszkolne – w sumie 75 miejsc oraz dwa oddziały żłobkowe – po 12 i 24 dzieci – w sumie 36 miejsc. Całkowita powierzchnia budynku – 1231 m2. Budynek wyposażony w instalację fotowoltaiczną. Uroczystość rozpoczęto od tradycyjnego przecięcia wstęgi oraz poświęcenia obiektu, następnie nadszedł czas na występy najmłodszych. W przedstawieniu „O królu i królowej” zaangażowani zostali przybyli goście, którzy z zaangażowaniem wcielili się w przydzielone im role. Nie mogło zabraknąć tradycyjnych podziękowań dla wszystkich osób i podmiotów, które były zaangażowane w realizację projektu przyczyniły się do powstania tej ważnej inwestycji.

1 marca to pierwszy dzień, kiedy pełną parą ruszyło nowe przedszkole i żłobek w Gminie Słupsk. Kolorowe zabawki, interaktywne pomoce, sensoryczne akcesoria, dużo przestrzeni, to istotne elementy tej inwestycji. Przedszkolaki z zachwytem witały nowe, przedszkolne progi, natomiast najmłodsze, żłobkowe maluszki jeszcze z niepewnością zadomawiały się i poznawały nowe otoczenie.

Budynek przedszkola

Budynek jednokondygnacyjny niepodpiwniczony, trzy oddziały przedszkolne – 75 dzieci, dwa oddziały żłobkowe – 36 dzieci, wraz z niezbędnym zapleczem kuchennym i pomieszczeniami pomocniczymi, kotłownia na gaz, budynek wyposażono w instalację fotowoltaiczną, kubatura – 7650,1 m/3, powierzchnia całkowita 1231,02 m2.

 

 

politycznie

Dzisiaj trochę politycznie będzie…

Straszne przepychanki do Rady Europejskiej ostatnio się zrobiły. który kanał w TV by nie włączyć, to wszędzie gadają tylko tym, że Tusk to… Merkel  tamto… Lagart (tak to się pisze? ) jeszcze co innego… Co chwilę mówią tylko o poszukiwaniu porozumienia pomiędzy poszczególnymi państwami członkowskimi Unii Europejskiej, jednak tak na prawdę nikt im tego porozumienia nie może przecież narzucić. Niezależnie czy będzie ku temu dążył pochodzący z Flandrii premier Belgii (swoją drogą młody i przystojny facet 🙂 )Wszyscy zastanawiają się tko pokieruje poszczególnymi instytucjami UE. Tyle, że odnoszę wrażenie, że oni wszyscy dużo gadają o tym, że będą rozmawiać, prowadzić działąnia koordynacyjne wraz z osobami funkcyjnymi odpowiedzialnymi za politykę zagraniczną poszczególnych krajów, jednak… na gadaniu się kończy. Ja jako obserwator tych wszystkich działań odnoszę wrażenie, że to wszystko jest bardzo na pokaz. Każdy z tych polityków tylko mówi, że będzie robił, że będzie działał jednak tych działań jakoś nie specjalnie widać. Politycy mają dość ciekawą pracę. Siedzą dyskutują, spotykają się na obiadkach, kasują olbrzymie pieniądze (tak, tak, ja rocznie nie zarabiam tyle, co oni mają w jeden miesiąc) i w sumie to nie o pieniądze chodzi, bo pieniądze rzecz nabyta, ale co chwilę słychać, że jeden z drugim mają olbrzymie posiadłości, jachty, prywatne samoloty i… to wszystko na olbrzymie, często nie spłacane kredyty. Kredyt myślałam, że jest to narzędzie dla biedniejszych (czytaj mniej zarabiających) aby mogli sobie pozwolić na życie na trochę wyższym poziomie, natomiast jak ktoś zarabia 40.000 zł miesięcznie to nie musi brać kredytów.

Myliłam się.

Impas w Brukseli trwa. Dziennikarze dopytują się, co my jako Polska ugraliśmy w UE, dlaczego niszczymy praworządność  w Polsce, co z konstytucją itp. Tyle, ze te wszystkie pytania były tydzień temu, miesiąc temu i pół roku temu również. Żadnych postępów? Odnoszę wrażenie , że do polityki pchają się ludzie , którzy nie do końca są wykształceni, mają problem z wysławianiem się, mają problem z ogarnięciem struktur i problemów. Najważniejsze wyzwanie przed kierownictwem Unii Europejskiej? według polityków dalsza próba stabilizacji i wprowadzenie do końca reform Junkera. A co o klimacie? Klimatolodzy biją na alarm, że sytuacja jest tragiczna, ale to jakby polityków trochę mniej interesuje, najważniejsze teraz kto i jak będzie rządził i jakie będzie miał wpływy.

 

Zobacz także: Ulica Ku Słońcu | Biedronka | Wiadukt Siemianice | | Ulica Jagodowa | Park | | | Ulica Spacerowa

 

Dodatkowo odnoszę wrażenie, że cały czas nas straszą wszelkiego rodzaju kataklizmami:

  • problemy strukturalne na linii Trump Merkel
  • problemy cywilizacyjne jak np. klimat i wzrost poparcia partii Zielonych nie rozwiązuje problemu, ale przynajmniej sygnalizuje wzrost świadomości
  • obrażający się na cały świat Trump
  • problemy migracyjne
  • zalew gospodarczy Chin
  • brak efektywnego kapitału politycznego w strukturach europejskich
  • niestabilna polityka Stanów Zjednoczonych
  • problemy z Chinami w dwojaki sposób, po pierwsze samo rośnięcie Chin i ich masowa ekspansja nie tylko na rynek europejski , ale na cały świat, po drugie niestabilność relacji na linii Chiny – USA
  • agresywna polityka Rosji
  • itd.

Długoflowe problemy to są problemy cywilizacji współczesnego świata i ich nie rozwiążą rywalizujące o dominację mocarstwa tego świata Jak Rosja wkładająca kij w szprychy, czy Donald Trump nakładający na kolejne kraje sankcje w  nie do końca przemyślany sposób. Każdy każdemu podkłada nogę zamiast wspólnie pomyśleć nad rozwiązaniem problemu. Politycy mówią, że mówią, i mówią, ze trzeba mówić, ale jako takiego działania nie widać. I w sumie nie tylko w polityce Unii Europejskiej, ale ma się wrażenie na na szczeblach wyższego rzędu jest może nie stagnacja, ale swojego rodzaju impas, bo każdy by może i chciał, ale nie wie jak zainicjować działania w taki sposób aby były one dostrzegalne i w realny sposób zainicjował do działania w kierunku zażegnania kryzysów na poszczególnych liniach.

Jeżeli nic w tym kierunku nie zaczną robić politycy, to takie przyziemne problemy jakim jest np. masa worków foliowych na plaży nad naszym pięknym Bałtykiem, czy kawałki parafiny wyrzucane na brzeg staną się nieodwracalna codziennością. A gdzie te czasy, że piasek na plaży zawierał tylko muszelki i kamyczki ?