życiowo

Fortuna kołem się toczy

Jakiś czas temu, może z 6 lat … pracowałam w pewnej prywatnej szkole. Była to szkoła, która wyciągała z kieszeni duuuużo pieniędzy. Jednakże mimo niezwykle wysokiego czesnego wielu rodziców posyłało do niej swoje pociechy. Jakby nie było, są wśród nas ludzie bogaci i szalenie bogaci 🙂

Byłam wtedy wychowawcą pewnej klasy i uczyłam w niej języka polskiego. Uczniów miałam przeróżnych, łączyło ich wszystkich bogactwo rodziców. I jak to z majętnymi osobami bywa, jedni dźwigali „brzemię” bogactwa ( 🙂 ), inni nie. Jedni byli absolutnie niezepsuci, inni nieco zblazowani a jeszcze inni zepsuci na maxa 🙂

Wśród moich wychowanków był przemiły chłopak, nazwijmy go Grzegorz. Pochodził z rodziny nie tylko majętnej, ale też odznaczającej się bardzo wysokim poziomem kultury, obycia i szerokich horyzontów. Uczęszczał do mojej szkoły wraz z dwójką rodzeństwa (wyobrażacie sobie to baaaaardzo wysokie czesne pomnożone przez trzy?). Ich mamę widywałam praktycznie codziennie – nie pracowała zawodowo. Był to jeden z tych rodziców, jakich każdy nauczyciel chciałby mieć na pęczki 🙂 Kulturalna, bez głupich roszczeń, współpracująca ze szkołą, wspierająca i swoje dzieci, i ich nauczycieli. Przemiła, uśmiechnięta, sympatyczna. Elegancka i z klasą.

Z tatą Grzegorza widziałam się przez tych kilka lat raptem kilka razy. Bardzo zapracowany. Podobnie jak żona kulturalny i na poziomie. Może nie tak uśmiechnięty i ciepły jak ona, ale miły i zainteresowany edukacją swoich dzieci.

Cała rodzina kompletnie niezblazowana i niezepsuta. Grzegorz, jego siostra i brat byli uczniami, o jakich każdy nauczyciel marzy 🙂 Odpowiedzialni, solidni, pracowici, ambitni, zdolni, uczynni, empatyczni…

Jednym słowem cudowna rodzina.

Po kilku latach odeszłam z tej szkoły. Przez długi czas nie miałam więc pojęcia, jak potoczyły się dalsze losy rodziny Grzesia. Wiedziałam, że on świetnie radzi sobie w gimnazjum, potem zdał do dobrego liceum, przeprowadził się… I tyle.

Całkiem niedawno (co za zbieg okoliczności) mama Grzegorza skontaktowała się z moim mężem w sprawach zawodowych. I tak, rodzina mojego dawnego ucznia w jakichś sposób ponownie zagościła w moim życiu.

Okazało się, że tata Grzesia nie pracuje. Nie dlatego, że nie chce. Ciężko choruje na depresję. Ciężka, stresująca praca ponad siły spowodowała, że nie poradził sobie z jej ciężarem. Stopniowo popadał w coraz większą apatię, melancholię, aż pogrążył się w depresji całkowicie i przestał pracować, bo po prostu nie był w stanie.

Mama Grzesia powiedziała, że jest im potwornie ciężko. Finansowo, bo ciężar utrzymania rodziny spoczął na jej barkach, a przecież wcześniej zajmowała się domem i zawodowo nie pracowała. Oprócz tego cały czas musi opiekować się mężem, którego stan jest naprawdę ciężki. Grzegorz, jak się okazało, studiuje za granicą. Kiedy w domu nastąpił krach, podjął odważną decyzję, że pozostanie za granicą i sam się będzie utrzymywał. Udało mu się to. „Podglądamy” go z mężem na FB – studiuje, ciężko pracuje, praktycznie nie ma chwili dla siebie, ale cały czas się uśmiecha i optymistycznie patrzy w przyszłość. Daje radę, czym niezwykle mi imponuje. Rodzeństwo też dobrze sobie radzi. Pilnie się uczą, pomagają rodzicom.

Nie na wiele ich stać, delikatnie mówiąc, ale się nie buntują. Skoro musi tak być, to trudno. Trzeba żyć nadal.

I tak, popatrzcie, fortuna kołem się toczy. Bywają lata tłuste, bywają i chude. Człowiek sobie żyje. Ma wszystko, czego mu do szczęścia potrzeba, ma zdrowie, ma pieniądze, ma kochających bliskich, aż przychodzi moment, który zmienia w życiu wszystko. No, prawie wszystko.

Ta historia to też dowód na to, jak można się w życiu zapędzić, jak praca może człowieka zniszczyć. Mówi się, że powinniśmy pracować, żeby żyć. Tymczasem niejednokrotnie żyjemy, żeby pracować. I to jest chore.
Nie tylko pieniądze, ale inne wartości powinny się liczyć przede wszystkim.

Zobacz także: Ulica Ku Słońcu | Pomnik Jana Pawła II | Wiadukt Siemianice | jak działa szumiący miś | Ulica Jagodowa | Park | windy dla niepelnosprawnych | medycyna | Ulica Spacerowa